18 LISTOPAD 2016

Od dziś ta data będzie dla mnie tak samo ważna jak 18 maja, która jest dniem naszej rocznicy.

Poznaliśmy się na wycieczce między szkolnej w Puławach jeszcze na początku gimnazjum.
Wyglądał wtedy jak dziewczyna, nawet ja miałam pewne obiekcje na jego temat, ale coś mnie pociągało w jego osobowości. W jego wyglądzie.
Koniecznie chciałam go poznać.
Wówczas, niższy ode mnie, lekko przygarbiony długowłosy blondyn w dresie, był zbyt nieśmiały w kontakcie z dziewczynami, by ze mną porozmawiać i przebywał tylko w swoim towarzystwie. Musiałam więc wziąć sprawy w swoje ręce i tak przez całą wycieczkę zagadywałam do niego.
Na szczęście jego kumple mieli pokój tuż pod moim oraz moich współlokatorek, i tak powolutku wszyscy zaznajamialiśmy się ze sobą.
Rozmowy trwały do późnej nocy, nie trudno było o świetną zabawę w takiej sytuacji 🙂

Okazało się, że ja i Patryk mamy bardzo dobry kontakt ze sobą, łączą nas wspólne poglądy. Zaczął mi się podobać, choć dla większości dziewczyn nie wydawał się on atrakcyjny jak na ich nastoletnie standardy.
Zafascynowało mnie jego podejście do życia, inteligencja, i te niesamowicie niebieskie, hipnotyzujące oczy, którymi potrafi brać ludzi na litość :p
Każdy kto zna Patryka, wie, że to co teraz napisałam, to szczera prawda i zapewne nie jedna z tych osób (w tym ja) już nie raz dała się ubłagać patrząc w te bazyliszkowe ślepia.

_____________________________________________________________________________________________

Nasze wsie/miejscowości, w których mieszkamy są od siebie oddalone o 5 km. Już od drugiego dnia po powrocie Patryk w towarzystwie przyjaciela Krzysztofa, przyjeżdżał na rowerach do mojej miejscowości i tak zaczęliśmy się w trójkę spotykać.
Niedługo potem Krzysiek dał Patrykowi ultimatum.

„Albo powiesz jej, że ją kochasz, albo ja to zrobię”.

Tydzień później 18 maja 2012 roku Byłam tylko ja i on.
Postanowiliśmy iść na długi spacer, Temperatura jak w środku lata.
Wspięliśmy się na obrośnięty trawą kopiec, usadowiony wzdłuż obsianej drzewami alei łączącej drogę szybkiego ruchu z wsią.
Z tego miejsca doskonale widać całą okolicę, mój dom, a kiedy jest ładna pogoda, można dojrzeć Tatry. Pola wtedy były obrośnięte pszenicą oraz rzepakiem.
Leżeliśmy na trawie i słuchaliśmy muzyki.
W pewnym momencie odwróciłam się do niego i zaczęłam mówić, nie pamiętam już o czym. I wtedy Patryk zdecydował się na ten pierwszy poważny krok.

„Ok chłopie, albo ją teraz pocałujesz, albo się nie dowiesz, czy było warto. No co Ci się stanie, najwyżej dostaniesz w pysk…”

I pocałował mnie. Przez chwilę nie wiedziałam jak zareagować. Stwierdziłam, więc, że zamiast tak leżeć i patrzeć się na niego oczami zszokowanymi jak u sowy, oddam mu buziaka. Uznaliśmy, że ten dzień będzie dniem, w którym wszystko się zaczęło.
18 maja każdego roku obchodzimy naszą rocznicę.

_____________________________________________________________________________________________

Nie czekaliśmy długo. Tydzień wystarczył byśmy się w sobie zakochali.
Wiele rozmawialiśmy, mieliśmy zupełnie inne zainteresowania. Nawet z wyglądu i charakteru nie jesteśmy do siebie podobni.

Ja: buntownicza, charyzmatyczna i pewna siebie brunetka o ciemnej, wiecznie opalonej karnacji. Humanistka i urodzona artystka, kochająca przebywanie wśród ludzi i podróże.
Ubóstwiająca egzotyczne miejsca, rytmy i zwierzęta.
Oryginalna i niezorganizowana.
On: blondyn średniego wzrostu o cudownych niebieskich oczach, wiecznie blady, spokojny i opanowany, nieśmiały w stosunku do obcych ludzi, zapalony RPG-owiec i metal kochający dresy. (Na szczęście od czasów liceum pokochał dżinsy i koszule, które o wiele lepiej komponują się z glanami :p )
Szczery, inteligentny, bardzo pomocny. Urodzony ścisłowiec o specyficznym poczuciu humoru. Domator.

To co nas łączy, to fakt, że obydwoje szukamy miłości na stałe, a nie zabawy na chwilę, na pokaz. Jesteśmy tolerancyjni i bardzo uczuciowi.
I niestety do szpiku kości uparci, co często jest powodem naszych kłótni, ale prawda jest taka, że nie potrafimy bez siebie żyć i bardzo szybko się godzimy.
(Najczęściej to on wyciąga dłoń, bo ja jestem tak odrobinę bardziej uparta :p )

_____________________________________________________________________________________________

2 tygodnie później wybraliśmy się na spacer po polach wzdłuż autostrady.
Nie powiem, zakochani byliśmy w stanie przechodzić bardzo długie dystanse!
Wybraliśmy ciche miejsce na łące wśród bardzo wysokich drzew iglastych.
Niedaleko nas rosły pięknie żółcące się rzepaki.
Usiedliśmy wśród zieleni i wtuleni nie mówiąc nic wpatrywaliśmy się w otaczającą nas, piękną florę.
Po chwili mój ukochany przerwał ciszę mówiąc:

„Kocham Cię”

Bałam się tego. Nie byłam na to przygotowana.
Sama jeszcze nie wiedziałam, czy go kocham.
Musiał dać mi trochę czasu, żebym z czystym sumieniem mogła mu powiedzieć, czy czuję to samo. Pewnie inna zakochana osoba, bez wahania i zastanowienia, automatycznie odpowiedziałaby ‚Też Cię kocham”
Ale dla mnie zdanie „Kocham Cię” wypowiedziane do każdej kolejnej „wielkiej miłości” traci swoją ogromną wartość i staje się zwyczajnym, nic nie wartym splotem słów.
Zrozumiał to. I czekał.

Kilka dni później wyjeżdżał nad morze na dwa tygodnie.
I właśnie podczas tej rozłąki zauważyłam, że nie mogę przestać o nim myśleć, że martwię się o niego, chciałabym wiedzieć co robi i co się z nim dzieje.
Nie wytrzymałam i te piękne mające ogromne znaczenie zdanie wypowiedziałam dzień przed jego powrotem… przez telefon! Cóż ze mnie za ignorantka. Widać świat nie mógł już dłużej czekać na moją decyzję 🙂

_____________________________________________________________________________________________

Cztery i pół roku później…

Wracaliśmy właśnie wieczorem z wujkiem Patryka z piątkowych zajęć.
(Uczyłam się zaocznie z wujkiem i ciocią mojego chłopaka, tak śmiesznie się złożyło :p )

Całą grupą podpisaliśmy tylko obecność w dzienniku i zwialiśmy z ostatniej geografii.
Wujek Patryka bardzo chciał zostać i przepraszał nauczycielkę za nie dyspozycyjność tłumacząc, że „niestety, ale musi dziś wyjść wcześniej.”
Ucieszyło mnie to, bo zamiast czekać na powrotnego busa, mogłam jechać z nim do Patryka, a z Patrykiem już do mnie jak co weekend.
Po drodze, wujek zadzwonił do cioci, że już jedziemy i będziemy za niedługo.

Patryk czekał na mnie spakowany i przygotowany.
Przeniosłam się z samochodu do samochodu i wyruszyliśmy w jakże długą 10 minutową drogę do mnie.
Spytał jak tam w szkole, co dziś robiliśmy i tak dalej.
Rozmawialiśmy po drodze jak zawsze.
W pewnym momencie Patryk zapytał się mnie;

„Ufasz mi?”

Chwila milczenia.
„Tak” odpowiedziałam niepewnie. Przeczuwałam, że coś się święci.
„To zawiń oczy szalikiem”.
Bez pytań zrobiłam to o co mnie poprosił i nie zdejmując okularów owinęłam się grubym szalem.
„Mam nadzieję, że nie chcesz nas zabić?” – zapytałam.
„Nie, chcę Ci coś pokazać, ale będziemy jechać okrężną drogą, żeby mi samochód przesechł, bo go sobie myłem” – odpowiedział.
„A długo jeszcze? bo wiesz… mam parcie na szkło… jeśli wiesz o co mi chodzi…”.
Zaśmiał się i jechaliśmy dalej. Co chwila pytał mnie, czy wiem gdzie się znajdujemy.
Niestety robił tyle skrętów w lewo, że miałam wrażenie, że jechaliśmy w zupełnie inną stronę niż mój dom.
Nagle poczułam, że z gładkiej drogi przenieśliśmy się na bardziej kamienistą.
„Jesteśmy na miejscu” – powiedział i pomógł mi wysiąść.
Małymi kroczkami trzymając za rękę prowadził mnie w nieznane mi miejsce.
„Dlaczego idziemy pod górę? boję się!” – powiedziałam. Miałam wrażenie, że jesteśmy bardzo wysoko, chociaż nic nie wskazywało na to byśmy wyjeżdżali samochodem pod jakieś wzgórza.

Poczułam pod nogami trawę. „Możesz zdjąć szalik” – powiedział Patryk i poczułam jak porusza się naprzeciwko mnie.
Zdjęłam szal ostrożnie i pierwsze co zobaczyłam… to mgłę. Totalnie zaparowały mi okulary! Zaczęłam się śmiać i zdjęłam je powoli.
To co zobaczyłam zaparło mi dech w piersiach. Nie widziałam już nic poza kocem rozłożonym na polanie, świeczkami postawionymi naokoło niego i klęczącym przede mną Patrykiem. Nie dał mi nawet chwili wytchnienia i zapytał.
„Żaneta, zostaniesz moją żoną?” – lub coś w tym rodzaju, bo byłam w takim szoku, że mało słuchałam co w tym momencie do mnie mówił 😀
‚Tak, tak, tak!” – odpowiedziałam i założyłam pierścionek, którego nie byłam w stanie jeszcze zobaczyć przez panującą w około ciemność.
Nagle zza krzaków wyłoniła się nasza wspólna znajoma Basia i podarowała mi kwiaty.
Wiązkę moich ukochanych tulipanów.
„Basia co Ty tu robisz?” – zapytałam w jeszcze większym szoku.
„I gdzie my w ogóle jesteśmy?”.

„Nie poznajesz?, jesteśmy dokładnie tu gdzie pierwszy raz powiedziałem, że Cię kocham”.

Moje serce urosło do niewiarygodnych rozmiarów.
Mogłam się spodziewać, że chce mi się oświadczyć (zwłaszcza, że samochód wcale nie był mokry gdy do niego wsiadałam), ale nigdy nie wpadłabym na to, że właśnie w takim miejscu. Że właśnie tutaj, gdzie jako dzieciak powiedział mi, że mnie kocha.
Wtedy dowiedziałam się, że nasz wcześniejszy wypad ze szkoły był ukartowany, że wujek Patryka zadzwonił do cioci by dać znać kiedy będę wracać, aby Basia mogła wszystko na miejscu przygotować.

Rodzice Patryka dowiedzieli się o wszystkim pół godziny przed zaręczynami. Byli bardziej zaskoczeni, niż ja i chyba nie podobało im się że ich syn postawił ich przed faktem dokonanym, ale ostatecznie nie byli wiele starsi, kiedy się pobrali. Doszli do wniosku, że mamy już swoje lata, jesteśmy dorośli i wiemy co robimy.
My sami zaś planujemy pobrać się dopiero za kilka lat, kiedy finansowo będziemy mogli sobie na to pozwolić.

_____________________________________________________________________________________________

Ostatecznie nadal jestem w szoku, nadal jestem bardzo szczęśliwa i od kilku dni nie mogę przestać się uśmiechać.

Już nikt nie powie nam:

„To taka pierwsza szczenięca miłość”,
„Za kilka miesięcy ze sobą zerwiecie i zostaniesz sama”
„Pozna na studiach ładniejszą od Ciebie i Cię zostawi”
„Nie pasujecie do siebie”
„Nikt w tym wieku nie został ze sobą tak na zawsze”

_____________________________________________________________________________________________

Jak widać, to, że poznaliśmy się w wieku 14 lat nie oznacza, że byliśmy zbyt niedojrzali, żeby kochać. Kochamy się do teraz ze zdwojoną siłą, a wszystkie złe słowa w naszym kierunku to efekt zazdrości i niedowierzania, że taki związek może istnieć, a co więcej ma szanse przetrwać.
To zazdrość, że nam się udało siebie odnaleźć i jesteśmy szczęśliwi, a inni nadal szukają i wyżywają się na innych za swoje niepowodzenia.
Niestety ludzie mają tę okropną cechę, że nienawidzą, gdy ktoś jest szczęśliwy, gdy komuś się układa i robią wszystko, by to szczęście zdeptać, uśmiercić i zniszczyć.

Wiele osób znienawidziło mnie za mój związek z Patrykiem i uprzykrzało mnie i jemu życie. Jakże dziecinne jest nienawidzenie kogoś za to, że wyraża swoją opinię na jakiś temat, lub… ma długie włosy.
Teraz słyszymy od wielu osób z naszego otoczenia, że jesteśmy dla nich wzorem, że chcieliby, aby ich związek był również tak udany.

Dziękuję z całego serca za wsparcie tych osób!
Tych, którzy nam kibicowali od samego początku i nie mogli doczekać się naszych zaręczyn. Dziękuję tym, którzy przeżywali nasze dobre i złe chwile w takim samym stopniu (A czasem i bardziej, jak nasza kochana Basia)

Mam nadzieję, że każda z tych osób znajdzie taką miłość jak ja znalazłam. Nie ważne gdzie, kiedy i z kim bo to o nasze szczęście chodzi, nie ludzi dookoła nas.

Na sam koniec pozwolę pochwalić się moim skarbem!

<3

P.S. Do każdej biżuterii marki „YES” jest dodawany certyfikat (gwarancja), a dla stałych klientów przygotowana jest specjalna zniżka 5% na każde kolejne zakupy.
Kto wie, może wykorzystamy ją następnym razem, przy zakupie obrączek :p

 

Komentarze:

2 thoughts on “Zaręczyłam się! A tak to się zaczęło…”

    1. Dziękuję ślicznie i tak oczywiście! 😀 Data ślubu już ustalona, teraz zbieramy na wesele 🙂
      Pierścionek narzeczony wybierał sam więc i ja jestem pod wrażeniem 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *