Dzisiaj przychodzę z recenzją…hm… kosmetyku?
Nie wiem w sumie jak mogę nazwać ten produkt, ponieważ służy do pielęgnacji, a równocześnie jego skład to tylko i wyłącznie starte na mak nasionka malin.

Peeling Z Nasion Malin – (Zrób Sobie Krem)

O PRODUKCIE:

Wysuszone i drobno zmielone nasiona malin. Owoce malin są źródłem wielu cennych substancji czynnych oraz kwasów owocowych, pektyn i błonnika.
Za pomocą peelingu owocowego usuwamy mechanicznie – ścieramy wierzchnią warstwę skóry, głównie obumarły naskórek. Usunięcie tej warstwy skóry powoduje pobudzenie do szybszego wzrostu i odnowy warstwy naskórka, oraz pobudza do wzrostu komórki warstw głębszych. Efektem regularnego stosowania peelingów jest pogrubienie się warstw żywych komórek skóry, natomiast cieńsza staje się warstwa rogowa. Peeling mechaniczny pobudza mikrokrążenie skórne i dotlenia skórę. Wyrównuje się koloryt skóry. Skóra staje się bardziej elastyczna i gładsza.
Peeling powinien być stosowany regularnie 1-2 razy w tygodniu. Oprócz dobroczynnych skutków peelingu opisanego powyżej bardzo ważną rolą tych zabiegów jest przygotowanie do dalszych zabiegów. Usunięcie obumarłego naskórka i odblokowanie porów znacznie poprawia wchłanianie aktywnych substancji zawartych w preparatach kosmetycznych i zwiększa skuteczność ich działania.
Oprócz głównego zadania, jakie mają peelingi do twarzy (ścieranie, złuszczanie wierzchniej warstwy naskórka) peeling z nasion malin jest również surowcem dostarczajacym wiele składników czynnych (antocyjany, witaminy, kwasy owocowy i inne).

Długo mnie zastanawiało, jak powinnam zabrać się do tego „kosmetyku”.
Nie wiedziałam, czy można go stosować do twarzy, czy na całe ciało.
(Na szczęście można go stosować wszędzie, jak się później okazało)
Po otwarciu słoiczka wcale nie poczułam zapachu malin.
Prędzej bym powiedziała, że to zapach skorupki orzecha włoskiego.
Nie wiedziałam, czy stosuję się go na sucho, czy na mokro, a na opakowaniu nie widnieje żadna instrukcja obsługi oprócz informacji, aby zajrzeć na stronę producenta „Zrób Sobie Krem”.
Tak też zrobiłam.
Niestety tam znalazłam przepis, gdzie większości produktów nie miałam i raczej rzadko kto w swojej kuchni posiada takie składniki jak gliceryna, glinka biała czy kwas hialuronowy.
Szukając dalej natrafiłam na wpis, gdzie zaproponowano, aby nasionka z malin dodać do żelu do mycia twarzy.
Pomyślałam – „kurcze, czemu wcześniej na to nie wpadłam!”

„PEELING TWARZY”

POTRZEBUJESZ:
1. żel do mycia twarzy
2. starte nasiona malin

SPOSÓB UŻYCIA:
1. Zmieszaj jedną lub dwie łyżeczki nasion z malin z taką ilością żelu do mycia twarzy jakiej używasz na co dzień. (Ja użyłam ten najtańszy żel z Rossmanna „Isana”)
2. Opłucz twarz gorącą wodą, aby rozszerzyć pory. (Wtedy pozbędziesz się zaskórników itp. chowających się głęboko pod skórą)
3. Masuj twarz mieszanką okrężnymi ruchami przez około 5 minut.
4. Spłucz mieszankę z twarzy chłodną wodą
5. GOTOWE! Twoja twarz jest teraz czysta i wygładzona.
O czym powinno się pamiętać, to że nie warto wsypywać całej zawartości słoiczka do swojego żelu do mycia twarzy, czy ciała, ponieważ po pewnym czasie nasionka zmiękną i wtedy nici z peelingu.
Mimo, że nasionka w dotyku przypominają raczej delikatny wiórek to wierz mi, że jest bardzo ostry w kontakcie ze skórą twarzy w postaci peelingującej mieszanki.
To był dla mnie szok, że coś już zmielonego może jeszcze tak drażnić skórę!
Szorowałam swoją twarz dopóki się nie zaczerwieniła abym miała pewność, że martwy naskórek został starty.
Nie polecam też stosować tego peelingu dla osób, które mają bardzo wrażliwą skórę, lub jakieś rany na twarzy, ponieważ taki zabieg może okazać się naprawdę bolesny.

_________________________________________________________________________________________________

EFEKTY?

Zdecydowanie moja skóra twarzy odżyła.
Jeszcze przed nałożeniem kremu nawilżającego czułam, że twarz stała się gładka w dotyku.
Wszelkie zanieczyszczenia i krosty znikły.
Ale to co stało się z moją skórą w trakcie nakładania kremu…
Przerosło wszelkie moje oczekiwania.
Czułam się jakby moja twarz wcale nie była moja.
Była gładka i równa w dotyku tak jak pupcia niemowlaka. Coś wspaniałego!
Jeszcze żaden kosmetyczny gotowy peeling w tubce do twarzy nie zdziałał na mojej skórze takich cudów. Nawet najdroższe peelingi najdroższych i najbardziej znanych marek nie są w stanie dorównać… po prostu naturze 🙂

Nie próbowałam używać nasionek na moim ciele.
Zwyczajnie w świcie nie chciało mi się tego robić 😀
Peeling całego ciała stosuję raz lub dwa w miesiącu podczas moich wieczorków domowego spa i nie nadarzyła mi się jeszcze okazja, aby wypróbować tej mieszanki na swoim ciele.
Z pewnością jednak podzielę się wrażeniami, gdy tylko się za to zabiorę!
Myślę, że wtedy wystarczy wymieszać nasiona malin z jakimś najzwyklejszym żelem pod prysznic bez tych cudownych cud składników „Sprawimy, że staniesz się Afrodytą”.
Nasionka w zupełności załatwią całą sprawę i nie potrzebują do tego chemii.

_________________________________________________________________________________________________

ZALETY:
– Bardzo, kosmicznie, niewyobrażalnie niska cena, bo tylko 3,99 zł za słoiczek 50G na stronie producenta!
– Niewielka ilość unicestwi Twój martwy naskórek.
– To w 100% naturalny produkt składający się tylko z nasion malin!
– Jest w 100% lepszym „kosmetykiem” niż najdroższe peelingi, które oferują nam znane marki
– Po użyciu skóra jest oczyszczona i gładka, ożywiona

WADY:
– To produkt, który nie jest odpowiedni dla delikatnej i wrażliwej skóry
– Na opakowaniu nie ma informacji o sposobie użycia

PODSUMOWANIE:
Po pierwsze zastanów się.
Czy jest sens przepłacać koszmarnie wielką różnicę za gotowe peelingi stworzone z myślą o zysku, naszpikowane chemią?
To zdecydowanie najtańszy i najbardziej naturalny produkt jakiego używałam w całym swoim życiu.
Jestem nim tak bardzo zachwycona, że mogłabym na całego posta pisać same ochy i achy, ale i tak aby się o tym przekonać powinnaś wypróbować sama.
Tak sobie teraz myślę, że w sumie żel do mycia twarzy, czy ciała można by zastąpić innymi i naturalnymi składnikami jak żel lniany z siemienia lnianego, miodu czy oleju kokosowego.
Następnym razem wypróbuję te sposoby, a nóż się uda?
Możliwości są nieograniczone i sama możesz „zrobić sobie krem”.
Z całego serca pragnę Cię przekonać do pokochania tego co naturalne, często nie doceniamy wartości natury i wybieramy to co drogie, modne…bo każda porządna i dbająca o siebie kobieta to ma.
Jeżeli istnieje coś co może w nieinwazyjny, prosty i tani sposób zastąpić chemię, to czemu nie skorzystać?
Jednym łowem:
Polecam! 🙂

Komentarze:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *