Witam Cię ponownie na moim blogu!
Nadszedł czas na kolejną recenzję.
Dziś kosmetykiem, który przetestowałam i który najbardziej wzbudził moje zainteresowanie jest czarna jak smoła maska do twarzy…
 „PIL’ATEN” – Hydra Sunction Black Mask.
Na początek słowo od producenta.
„Maseczka polecana do wielu typów cer, w szczególności tłustej i mieszanej, ze skłonnością do występowania zaskórników (również zamkniętych-wągrów) oraz powiększonych porów skórnych. Dzięki zawartości naturalnych składników produkt gwarantuje bezpieczeństwo stosowania bez ryzyka podrażnień.
Zaskórniki, wągry i wypryski to największe bolączki osób z cerą tłustą, mieszaną i trądzikową, czasem zdarzające się również przy innych typach cer. Manualne wyciskanie ich nie zawsze jest skuteczne, dlatego idealne rozwiązanie tego typu problemów stanowi specjalistyczna maseczka oczyszczająca.
Maseczka polecana do wielu typów cer, w szczególności tłustej i mieszanej, ze skłonnością do występowania zaskórników (również zamkniętych- wągrów) orpomiększonych porów skórnych. Dzięki zawartości naturalnych składników produkt gwarantuje bezpieczeństwo stosowania bez ryzyka podrażnień.
 
* Dogłębnie oczyszcza pory skórne
* Usuwa martwy naskórek
* Reguluje pracę gruczołów łojowych
* Wygładza i wyrównuje powierzchnię skóry
Zawiera aktywny węgiel pozyskiwany z bambusa o działaniu oczyszczającym, bakteriobójczym i ściągającym, dzięki czemu nadmiar tłuszczów znajdujących się na powierzchni skóry jest dokładnie usunięty. Aktywny węgiel niweluje także efekt „świecenia się” twarzy, a także poprawia koloryt cery delikatnie ją rozjaśniając.”
.
Sposób użycia: 
Maskę nakładamy na całą twarz (omijając okolicę oczu i ust, bądź tylko na strefę T (czoło, nos, broda).
 
1. Umyj twarz
2. Przykryj twarz mokrym, bardzo ciepłym ręcznikiem na ok 3-5 minut w celu rozszerzenia porów.
3. Osusz twarz a następnie równomiernie rozprowadź maskę w wybranym obszarze. Bezwzględnie omijaj okolice oczu oraz brwi!
4. Czekaj do całkowitego wyschnięcia ok 30-40 minut.
5. Następnie delikatnie odklej i zdejmij.
6. Ewentualne pozostałości maski delikatnie usuń przy pomocy mokrej chusteczki.
.
Efekt: Dokładnie oczyszczona, wygładzona i zmatowiona cera.
Ten „zabójca zaskórników” w tubce jest wychwalany przez duże grono blogerek i vlogerek urodowych, dlatego nie mogłam się doczekać, aż wreszcie jej użyję.
Oczywiście już na samym początku popełniłam bardzo duży błąd, który zburzył cały eksperyment.
Otóż na opakowaniu nie ma ani słowa po polsku czy chociażby instrukcji po angielsku.
Sądziłam zatem, że maskę wystarczy nałożyć i po problemie.
Niestety pominęłam punkt nr. 2.
Rozszerzenie porów gra tutaj kluczową rolę i bez tego nie mamy co liczyć na jakieś lepsze efekty.
Bogatsza o tę informację podjęłam próbę numer dwa.
Namoczyłam ręcznik gorącą wodą i nałożyłam twarz.
Niestety miałam wrażenie, że ręcznik ostygł zanim wylądował na mojej twarzy więc aby mieć pewność, że moje pory rozszerzyły się pod wpływem ciepła przemywałam ją bieżącą wodą z kranu. Oczywiście o zgodnej z poleceniami temperaturze.
Nadeszła pora na nałożenie żelu na twarz.
Zrobiłam to po prostu palcami.
zaczęłam od brody, przeszłam przez policzki i zakończyłam aplikację na czole tworząc swojego rodzaju maskę.
bardzo trudno jest nałożyć ją tak, aby nie powstały przebicia,a sama maska dość szybko zastyga i nie ma mowy o ewentualnych poprawkach.
Przy okazji, aby moje doświadczenie miało gruntowne podstawy przy ocenianiu, do testowania zaprosiłam również ( a właściwie sam się wprosił) mojego narzeczonego.
Dzięki temu mogłam mieć pewność, że produkt ten działa (lub nie) tak samo (lub nie) na mnie jak i na niego.
Zarówno ja jak i Patryk mamy cerę mieszaną. Tzn. w zależności od np. pogody lub zachcianek organizmu nasza cera się bardzo przesusza albo bardzo przetłuszcza.
.
Co mogę powiedzieć o cechach kosmetyku?
.
Przede wszystkim jest bardzo gęsty.
Konsystencją przypomina nieco żel.
Trudno się go rozprowadza zwłaszcza kiedy zacznie powoli zastygać na twarzy.
to co bardzo mi się spodobało i zachwyciło to dogłębnie czarny smolisty kolor.
Ponadto maź ta wcale nie jest matowa, a światło odbija się od niej jak promienie słońca w tafli wody. Tyle, że takiej czarnej 🙂
Za pierwszym razem, gdy otworzyłam tubkę przeraziłam się.
„Co to jest? Do czego to się używa?!” Jeszcze nigdy nie widziałam kosmetyku, którego barwa byłaby czarna. Sama perspektywa oczyszczania ciała z takiej czerni jest koszmarna.
Kolejną rzeczą jest zapach.
Nie należy on do najprzyjemniejszych. Powiedziałabym, że przypomina nieco swąd z gabinetów dentystycznych lub jakichkolwiek innych placówek medycznych.
No i… bardzo trudno się go zmywa. Zdecydowanie lepiej jest zaczekać, aż wyschnie niż robić to na mokro. Woda najzwyczajniej w świecie po nim spływa.
Minęło około 20 minut.
Maska na dobre przylepiła mi się do twarzy.
Czułam jak bardzo moja skóra jest ściągnięta, i miałam wrażenie, że przy najmniejszym ruchu czarna powłoka po prostu pęknie.
Rozpoczął się proces ściągania. Chyba najgorszy etap „maskowania”.
Ból był okropny. Wyobraź sobie grubą srebrną taśmę klejącą. Wyobraziłaś?
No to teraz pomyśl sobie, że Twoja twarz jest cała oblepiona w tej taśmie. Już?
Ok. Więc na sam koniec zerwij tą taśmę z twarzy. baaardzo powoli tak żeby jeszcze bardziej przedłużyć katusze, bo przecież jak zerwiesz ją na raz, to jeszcze sobie krzywdę zrobisz i podrażnisz skórę.
Mniej więcej tak własnie się czułam.
Najgorzej było w okolicach oczu. Tam skóra jest na prawdę cienka i wrażliwa przez co uroniłam nieco łez.
(Pamiętaj, że nie wolno nakładać tego produktu w okolicach oczu!).
Uszczypnęłam koniuszek maski przy brodzie i zaczęłam ciągnąć powoli z różnych stron.
A o to efekt końcowy…
…czyli innymi słowy nic a nic.
Widząc w internecie zdjęcia tego typu zawiodłam się wynikami eksperymentu.
Jedyne co owa maska ze mnie wyciągnęła, to chyba wszystkie włoski jakie posiadałam na twarzy 🙂
Zapewne zwaliłabym to na stan mojej cery, gdyż nie mam na niej tak naprawdę nie wiadomo jakich zanieczyszczeń i niedoskonałości. Ale nie tym razem. Tutaj właśnie przydał mi się Patryk.
Rozczarowałam się, kiedy zauważyłam, że mimo jego większych problemów z cerą, maska również nie zadziałała.
Pozostała nam za to bardzo fajna zabawka 😀
Mimo wszystko obydwoje zauważyliśmy, że skóra twarzy po masce staje się gładka i swobodnie oddycha. Można również poczuć świeżość i rozluźnienie mięśni twarzy.
To bardzo fajne uczucie.
ZALETY
Mega hipnotyzujący kolor
Nadaje skórze uczucie świeżości
Nie zabrudzisz nim łazienki przy zmywaniu (jeżeli poczekasz aż wyschnie)
Niweluje napięcie twarzy
Skóra staje się gładka i delikatna
Nie podrażnia skóry
Zapewnia matowe wykończenie
WADY
Nie wydajny
Drogi jak na swoje opakowanie i wydajność
Trudno dostępny
Ciężko się rozprowadza
Bardzo ciągnie za skórę
Niezbyt przyjemny zapach
Nie oczyszcza cery z trądziku

.

 PODSUMOWANIE:
 
Z pewnością maska Pil’aten Hydra nie jest dla wszystkich.
Osoby ze skłonnością do zaczerwienień i podrażnień nie powinny jej używać.
To produkt dla twardzieli 🙂
Mimo tego, że nie sprawdził się na mnie w głównym celu, czyli wyciąganie ze skóry niedoskonałości, to nadał mojej cerze bardzo ciekawy charakter.
Stała się miękka w dotyku, gładka i bardziej promienna, jak po dobrze przespanej nocy pobudzona zimną wodą ze strumyka.
Mimo wszystko raczej nie skuszę się na ten produkt ponownie.

Komentarze:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *