Witam w kolejnym poście!

Dzisiaj przychodzę do was z recenzją jajeczka od „Eos”.
Jak wiadomo balsamy do ust z tej firmy pokochały miliony kobiet na całym świecie, ale znalazło się również sporo przeciwników.
Eos to kultowe już balsamy do ust w kształcie jajeczek, których chyba nie trzeba specjalnie przedstawiać. Myślę, że każda z was miała z nimi styczność np. używała ich lub o nich słyszała/czytała.
Będąc jeszcze w liceum zauważyłam, że praktycznie co druga dziewczyna trzyma w swoim piórniku jajko od eos.
W Polsce balsamy te były wtedy trudno dostępne, a smaków jajeczek niewiele.
Myślałam:
„No fajny gadżet, podoba mi się, ale wątpię aby był wart tych 25,00 zł”.

Dodam, że tamtego czasu używałam masełek z Nivea, które uwielbiam po dziś dzień i w zupełności mi one wystarczały.
Całkiem niedawno poszłam na zakupy z bliską mi znajomą. Zupełnie na spontanie zdecydowała się na zakup jajeczka o smaku grejpfruta. Zapach był cudowny mimo, że nie przepadam za tym owocem.
Innego dnia w tej samej drogerii podczas wypadu z mamą przełamałam się i stwierdziłam, że kiedyś muszę wypróbować eos’a, bo jeśli nie to nigdy się nie dowiem, czy warto.
Do jakiej grupy się zaliczyłam?
Czytaj dalej…



Sorbet Truskawkowy
Nuta Cytryny
Miód Spadziowy
Jagody Acai
Malina Z Granatem
Jagody Z Jogurtem,
Mleczko kokosowe
Mandarynka
Owoce Leśne
Słodka Mięta
Owoce letnie
Kropla Cytryny (z filtrem)
Wanilia i Mięta
Grejpfrut

Wanilia


Dostępne są różne smaki w zależności od drogerii, czy kraju. Często na rynek wchodzą kolekcje limitowane, np. na święta. jak „Mięta Pieprzowa z kawą”, czy „Mięta Pieprzowa z kremem”, a jakiś czas temu do Polskich drogerii zawitały wersje z drobinkami „Shimmer Pearl” i „Shimmer Coral”.
Produkt ten zainspirował wielu producentów do tworzenia swoich wersji, tańszych zamienników. Wiele z nich wypróbowałam, ale żaden nie spełnił moich oczekiwań. Pomadki albo topiły się w ekspresowym tempie lub odkształcały pod naciskiem ust, zostawiały widoczne warstwy produktu na ustach, a zapach i smak ulatniał się po kilku użyciach.
Ponieważ bałam się sama wybrać smaku z obawy, że nie przypadnie mi do gustu, pozwoliłam sobie odgapić się od przyjaciółki i …
stałam się posiadaczką eos’a o smaku grejpfrutowym.



Cena: od 15,00 do 26,00 zł
Dostępność: drogerie stacjonarne i internetowe

SKŁAD: post ze składami 

Olea Europaea (Olive) Fruit Oil, Beeswax (Cire D’abeille), Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Natural Flavor (Aroma), Butyrospermum Parkii (Shea Butter), Stevia Rebaudiana Leaf/Stem Extract, Pucina Granatum Seed Oil, Tocopherol, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Rubus Idaeus (Raspberry) Leaf Extract, Linalool, Organic Component of Mentha Piperita (Peppermint) Oil, Certified Organic by Oregon Tilth.

Zakup ten nie obył się bez komentarza mojej mamy, której pierwsze słowa brzmiały:
„Nie żal Ci kasy? Tyle wydawać na balsam do ust? Wolałabym sobie szminkę kupić.”
Zmieniła zdanie, kiedy dałam jej mojego nowego eos’ka do „posmakowania”. Zakochała się od razu.
Zaraz po niej – ja.
Jajeczko zupełnie różni się od wszystkich „podróbek”, których używałam. Skład jest po prostu fenomenalny! Same naturalne składniki. Opakowanie zrobione zostało z mocnego plastiku, a sam balsam skupiony jest w twardej kuleczce, która nie topi się po zetknięciu z ustami. Kuleczka się nie odkształca  i starcza na naprawdę długo chociaż… eos jest tak uzależniający, że nawet nie wiem kiedy, a smaruję sobie usta 😀
To zasługa smaku. Wspominałam już, że nie przepadam za grejpfrutem, chociaż czasami lubię napić się soku. Ten cytrus zawsze kojarzył mi się z gorzkim i kwaśnym smakiem.
W balsamie od „eos” odkryłam zupełnie nowe oblicze grejpfruta. Słodki, letni, pyszny, a zapach unosi się długo na ustach. Nie sposób go więc nie zjadać!

Pisałam wcześniej o zwolennikach i przeciwnikach tego produktu…
Okazuje się bowiem, że nie każdemu przypadł on do gustu, a czasem wywoływał reakcję alergiczną.
Jest wiele dziewczyn, które pochwaliły się w internecie przykrymi efektami używania eos’a.
Okazuje się, że produkt ten uzależnia nie tylko w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Jego używanie może wpływać w taki sposób, że usta bez niego nie są wstanie się regenerować, są suche, popękane i naszpikowane skórkami. W gorszych przypadkach alergicznych całe wargi oraz ich okolice puchną, czerwienieją i swędzą.
Na szczęście nie zdarza się to tak często jak skutki „po odstawieniu”, ale nie na tyle rzadko, aby o tym nie wspominać.
Na szczęście u mnie nie pojawił się żaden z „efektów ubocznych” stosowania balsamu na usta. Nie jest to jednak produkt dla wszystkich, jak sugerują niektóre przypadki.
Skład jest w 100% naturalny i prawdopodobnie niektóre z tych substancji uczulają. Wydaje mi się, że to działa podobnie jak alergie pokarmowe. Nie każdy je ma, ale osoby uczulone bardzo  źle reagują na dane pokarmy. W taki sam sposób może działać balsam do ust z „eos”. Żaden organizm nie reaguje tak samo, niektórzy z nas mają alergię na orzechy, inni na zioła, cytrusy…tak samo jest z kosmetykami.
Nie raz nabawiłam się swędzących krost używając produktów, takich jakie posiadała moja mama, czy znajome. Im nic się nie działo, a mnie zdarzało się dostać alergii.
Właśnie z tego powodu często powtarzam, aby testować kosmetyki na swojej skórze, ponieważ tylko tak się dowiemy, czy działają.

WADY:
– Wysoka cena
– Może uczulać

ZALETY:
– Nawilża
– 100% naturalnych składników
– Różne smaki
– Eleganckie, oryginalne opakowanie
– Trwałość produktu
– Jest wydajny

Czy eos wart jest swojej ceny?
Jajeczka są naprawdę ciekawe, wyglądają słodko i różnią się kolorami w zależności od smaku. Producent zdecydowanie nie szczędził grosza jeżeli chodzi o design.

Również formuła wydaje się być dobra, trwała jednak…
Brakuje mi tutaj efektu wow.
Myślę, że za fenomenem jajeczka „eos” stoi po prostu dobra reklama, a cena jaką płacimy dotyczy głównie nietuzinkowego wyglądu balsamu.
Owszem, eos nie pozostawia po sobie widocznych warstw, nie jest naszpikowany chemią, ale nie zauważyłam, aby moje usta były ładniejsze, czy bardziej odżywione. Są takie jak wcześniej, choć po stosowaniu eos’a mogę dłużej czuć nawilżenie ust, które prezentują się wtedy lepiej i…smaczniej 🙂

Czy kupię jajeczko ponownie?
Mimo, że nie doczekałam się super efektów kupię kolejne jajeczka.

Po prostu mi się podobają i smakują. Starczają na długo i nie szkodzą moim ustom, nawilżają.
Przyznaję, ja również przepadłam  ze względu na ich oryginalny i słodziutki wygląd. Do wyboru, do koloru i do smaku.
Nie jest to niezbędny kosmetyk, ale z pewnością ciekawy i przy okazji przydatny gadżet, który urozmaici kobiecą kosmetyczkę i uprzyjemni całowanie z ukochanym :p

Zapraszam na posta z recenzją waniliowego eos’a w sztyfcie!
tutaj

Komentarze:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *