Wreszcie mamy to długo wyczekiwane lato, co? 😀
Oczywiście kalendarzowe ponieważ ta pora roku przyszła do Polski zaskakująco wcześnie jak na tutejsze standardy, a ja osobiście nie narzekam na mocno prażące słońce.

Jak lato to i letnie recenzje czas zacząć 🙂 
Dzisiaj sztos i petarda ponieważ od pewnego czasu posiadam paletę do cieni, która od naprawdę dobrych kilku miesięcy przypominała mi się w snach, wołając ‚kup mnie, no kup mnie’! 
Jest to zestaw cieni, który podbił zarówno moje serce jak i wielu innych kosmetykomaniaków na całym świecie.
Zacznijmy od tego, że ja używam cieni rzadko. Powodów jest kilka. Mam jeszcze nie wprawioną rękę, opadającą powiekę, i ciemną karnację, do której nie wszystkie kolory pasują, a ponad to nie lubię spędzać dużo czasu na makijażu. Jeżeli jednak już to robię, zależy mi na dobrym efekcie, trwałym make-upie i mocnym napigmentowaniu. Ważnym elementem jest również nieosypywanie się cieni ponieważ to zabiera tylko mój cenny czas i nerwy gdy muszę oczyścić twarz z kolorowego pyłku.
Bardzo długo nosiłam się z dylematem czy ją kupić czy nie, w internecie jej recenzje były wyśmienite, ale cena nie oszukujmy się… wcale nie jest niska.
Ostatecznie moja lista ‚za’ okazała się dłuższa (a tak naprawdę natrafiłam na promocję – 20%, co przyspieszyło moją decyzję 😉 i tak w moje łapki trafiła paleta cieni…

Too Faced –  Just Peachy mattes
Cena: 185 zł
Dostępność: Sephora

Myślę, że przez ostatni rok produkt ten został zmordowany przez recenzentki na wszystkie sposoby i do granic możliwości. 
Także ja dzisiaj nie zostawię na tej palecie suchej niteczki.

Zacznę od wyglądu ponieważ jako pierwszy rzuca się od razu w oczy.
To co przykuło moją uwagę, to praktyczne, metalowe opakowanie w cudownym kolorze ombre.
Od razu przywodzi na myśl lato, plażę, słońce i owoce.
Kasetka jest wykonana z dobrej jakości materiału, który chroni zawartość czyli kolekcję 12 cieni oraz duże lusterko. To naprawdę wielka zaleta ponieważ w cenie mamy bezpieczeństwo produktu, a z tego co zauważyłam palety cieni również te drogie mają tendencję do kartonowych opakowań, które łatwo się niszczą. 
Każdy cień pod spodem jest podpisany wygrawerowanymi w szablonie literami , nie na folii jak w przypadku większości tego typu produktów.
Przypatrzcie się uważnie na ich nazwy ponieważ nawiązują do tematyki i stanowią ciekawy i dopieszczający efekt, który mnie osobiście rozczulił. 
Lusterko ma idealny rozmiar, aby móc zobaczyć całą swoją twarz i wygodnie wykonać makijaż.

Kolejny ciekawy aspekt który również był w mojej liście ‚za’ to zapach.
Byłam go naprawdę ciekawa ponieważ w każdej recenzji tej paletki slyszałam o cudownym, słodkim aromacie brzoskwini.
Ale jak cienie do powiek mogą ładnie pachnieć? A no mogą 🙂 
Szczerze spodziewałam się zwykłej, chemicznej woni charakterystycznej dla cieni i ledwie wyczuwalnej nuty owocu, która ponoć miała być brzoskwinią. Byłam neutralnie nastawiona dlatego zaskoczyło mnie gdy po otwarciu palety w moje nozdrza uderzył przyjemny, słodki i letni zapach soku z brzoskwini.
Momentalnie wypełnił sobą całe pomieszczenie, w którym się znajdowałam, a wiem to dzięki mojemu narzeczonemu, który wracając z pracy zapytał ‚ale tu ładnie pachnie, brzoskwiniami?’.
Legenda o brzoskwiniowym aromacie została zatem potwierdzona!
Paletka co do najmniejszego szczegółu utrzymywana jest w klimacie brzoskwiniowym, zarówno pod względem dobranych kolorystycznie cieni do powiek, zapachu jak i opakowania. Czyż ta grafika nie jest urocza? Ponad to całość pięknie zdobią dwie maleńkie zapięcia w kształcie brzoskwiń, które skojarzyły mi się z staromodnymi torebkami lub portmonetkami na drobne. Mam wrażenie, że firma ‚Too Faced’ nie szczędzi pieniędzy na design swoich produktów, a to naprawdę ma wielkie znaczenie, zwłaszcza gdy odbiorcami są wzrokowcy tacy jak ja 🙂

 

 

 

Czas na celebrytę dzisiejszej recenzji, czyli same cienie.
Paleta ‚Too Faced – Just peachy mattes’
jak sama nazwa wskazuje posiada tylko kolory o wykończeniu matowym.

Osobiście zależało mi na tym ponieważ miałam zamiar używać tego produktu w codziennym, lekkim makijażu, brokaty i połysk były zatem zbędnym elementem.
Muszę zaznaczyć, że cienie te nie są dla każdego typu urody. Ja byłam pewna, że wspaniale skomponują się z moją egzotyczną aurą ponieważ wszelkiego rodzaju czerwienie, pomarańcze i brązy idealnie komponują się z ciemnymi oczami, włosami i karnacją.
Nie miałam co do tego żadnych wątpliwości. Niestety nie jestem już taka pewna, czy te kolory wpasują się w słowiańską urodę większości polek, które są po prostu jasne. Tego nie jestem w stanie zagwarantować, dlatego jeśli macie wiosenny i zimowy typ urody powinnyście sprawdzić tę paletkę zanim zdecydujecie się na zakup.
Cienie które znajdują się w palecie są bardzo mocno napigmentowane co możecie zobaczyć na zdjęciu.

Wystarczy delikatny dotyk opuszka palca aby kolor był widoczny.
Co tu dużo mówić…Już wtedy przepadłam.
Samą tą paletą możemy wyczarować wiele pięknych makijaży, zarówno tych delikatnych, subtelnych jak i tych mocnych, zwariowanych. Niestety tutaj napotkałam problem. Otóż cienie nie trzymają się dobrze na powiece, kiedy nie zastosuje się żadnej bazy. Zauważyłam, że po kilku godzinach tracą swój pigment, prawdopodobnie jest to spowodowane wydzielającym się sebum oraz faktem, że mam opadającą powiekę. Na szczęście po zastosowaniu bazy makijaż trzymał się pięknie cały dzień i nie stracił koloru. 
Podczas nakładania produktu, cienie pozostają na swoim miejscu, nie osypują się i nie pylą. 
Doszłam również do wniosku, że na prawdę wspaniale nakłada się je palcami, mogłabym nawet zaryzykować stwierdzeniem, że efekt jest wtedy mocniejszy i lepszy. 
Za kolejny atut uważam dołączoną do opakowania ulotkę, gdzie możemy po kroku nauczyć się makijażu, a także wzorować na podanych propozycjach. W gamie kolorystycznej tej palety brakuje mi tylko zgniłej, wojskowej zieleni oraz czerni, a paleta ta byłaby po prostu idealna.

Muszę dodać, że to nie jedyny produkt z kolekcji brzoskwiniowej. W edycji tej znajdują się rozświetlacze, brązery, pomadki do ust i błyszczyki, a także baza pod cienie i podkłady do twarzy, które tak samo cieszą się popularnością.
Nie dziwi mnie już skąd wziął się szał na produkty tej marki i mam nadzieję wypróbować kolejne w niedalekiej przyszłości.

Zalety:
– pigmentacja
– dobór kolorystyczny
– brak osypywania się
– nakładanie zarówno pędzlami jak i cieniami
– długa trwałość przy zastosowaniu bazy pod cienie
– mocne, metalowe opakowanie
– duże, praktyczne lusterko
– praktyczne zapięcie
– uroczy design
– wielkość (zmieści się nawet do małej torebki) 
– przyjemny zapach brzoskwini 🙂

Wady:
– wysoka cena
– mała trwałość bez zastosowania bazy pod cienie
– gama kolorystyczna nie dla każdego typu urody
– bardzo mała dostępność (certyfikat na oryginał tylko w sephora)

 

Podsumowanie jest proste.
Tak, tak i jeszcze raz tak!
Paletka z matowymi cieniami od „Too Faced” to zdecydowany hit i jest całkowicie wart wydanych pieniędzy. Można zabrać ją wszędzie, w zupełności wystarczy aby wykonać pełny makijaż oka, z pewnością szybko się nie zniszczy, a śliczny i uroczy design wraz z zapachem są ‚brzoskwinką’ na torcie. 😉
Mam nadzieję, że będzie służyć mi długo, a ja już nie mogę się doczekać testowania kolejnych produktów tej marki.
Nie ma co zwlekać, jeżeli zastanawiacie się nad kupnem tej palety – na prawdę warto! 

Komentarze:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *